Drzewa na Głównym Rynku w dobrej kondycji. Rozmowa z inspektorem do spraw zieleni
– Mieszkańcy obawiają się o stan dosadzonych drzew. Ich liście zwijają się. Czy jest to naturalne zjawisko czy z roślinami dzieje się coś złego?
– Drzewa przystosowują się do nowych warunków, co wiąże się dla nich z dużym stresem. Rosły w tzw. cieplarnianych warunkach, w szkółkach. To naturalne, że w pierwszych dwóch latach po przesadzeniu roślina ponosi trud adaptacji. W ten sposób powoli odreagowuje stres, a jednocześnie ukorzenia się, przystosowuje do nowych realiów. Wokół ratusza posadzono lipy Greenspire. To odmiana doskonale znosząca warunki miejskie, jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że na terenie silnie zurbanizowanym, jakim jest Główny Rynek, mamy wysokie temperatury. W tym roku upał doskwierał nam wyjątkowo. Musimy mieć na uwadze wszystkie te czynniki. W mojej ocenie lipy są w dobrej kondycji i nic im nie zagraża.
– A ta ocena nie odnosi się wyłącznie do wyglądu rośliny, ale również jej korzeni, czyli najważniejszego elementu, który warunkuje jej prawidłowy wzrost.
– Odchyliliśmy ziemię, by sprawdzić stan bryły korzeniowej. Pojawiły się już nowe korzenie włośnikowe, więc roślina jest w stanie pobierać więcej wody i substancji odżywczych z gleby. Jestem przekonany, że również zastosowany system napowietrzająco-nawadniający w postaci dwóch tub będzie czynnikiem mocno wspierającym. W mojej ocenie nie ma żadnych obaw co do kondycji drzew. Za dwa lata przygotują się w pełni do istnienia w obecnych warunkach.
– Jaką funkcję pełnią chochoły, którymi zazwyczaj chronimy rośliny przed mrozem, a u nas są już od początku, gdy tylko drzewa zostały posadzone na Głównym Rynku?
– Wcześniej drzewa te rosły w zwarciu, w szkółce. Zostały przeniesione na otwartą przestrzeń, silnie nasłonecznioną. Po tego typu migracji, w początkowym okresie, może to wpłynąć na rośliny negatywnie. Kora może popękać. Poprzez chochoły chcemy zabezpieczyć główny pień przed spękaniem. Gdy już roślina się przygotuje, zaaklimatyzuje na nowe siedlisko, w przyszłym roku będzie można usunąć chochoły.
– Ma Pan doświadczenie w zakresie innych rynków w kraju, zurbanizowanych miejsc, gdzie pojawia się roślinność. Jakie są obecnie trendy w tym zakresie i czy Kalisz za nimi podąża?
– W tej chwili zmienia się tendencja i coraz więcej obszarów silnie zurbanizowanych odbetonowuje się i tam, gdzie można, realizuje się obsadzenia roślinnością trwałą, drzewiastą, ale również wprowadza się byliny tak jak na kaliskim rynku. Trzeba jednak pamiętać, że miasto rządzi się swoimi prawami, dlatego istnieją ograniczenia w tym zakresie, które wynikają przede wszystkim z silnego zagospodarowania poprzez infrastrukturę podziemną. Nie wszędzie da się wygospodarować miejsca, w których będziemy mogli posadowić tego typu roślinność. Tam, gdzie się tylko da, powstają kolejne obszary biologicznie czynne, czyli takie obsadzone zarówno trwałą roślinnością, jak i roślinnością tymczasową. Również w realizowanym obecnie przez nas projekcie Starego Rynku we Włocławku, który był krytykowany za betonozę. W ciągu najbliższych trzech miesięcy będziemy odzyskiwać powierzchnię biologicznie czynną przez dosadzenia nowych drzew i krzewów. Poznań jest również doskonałym przykładem – m.in. przy drogach, powstają nowe zazielenione obszary.
– W Kaliszu także, gdzie to możliwe, odzyskujemy obszary biologicznie czynne, które tworzą korzystny mikroklimat i uatrakcyjniają przestrzeń. Przy starszych lipach wokół ratusza pojawiło się sporo bylin. Czy takie sąsiedztwo jest dla tych roślin korzystne?
– Przede wszystkim mamy świetnie zagospodarowaną przestrzeń pod koroną drzew. Zwiększa to bioróżnorodność. Mamy tam rośliny wieloletnie, tj.: byliny, ale też rośliny cebulowe. Pojawia się także paproć. Dzięki temu ta przestrzeń biologicznie czynna pozostaje nienaruszona przez ingerencję pieszych i pojazdów. Lipy oraz posadzone wokół nich rośliny znajdują się w różnych wartościach strefy korzeniowej, dlatego sądzę, że takie sąsiedztwo będzie pozytywnie wpływało na dalszy rozwój roślin i drzew.
– Tegoroczne lato jest wyjątkowo upalne. Jak możemy pomóc drzewom, które niezbyt dobrze znoszą ekstremalne temperatury, bo przecież nie chodzi wyłącznie o podlewanie?
– W niektórych przypadkach można rozważyć zastosowanie tzw. defoliacji, czyli usunięcia części liści w celu zmniejszenia powierzchni parowania. Roślina wysadzona świeżo ze szkółki ma zmniejszony nieco system korzeniowy, a transpiracja zwiększa się w czasie wysokich temperatur. Ta znajdująca się w roślinie „pompa” nie jest wtedy w stanie nadążyć z pobieraniem wody, czego efektem jest więdnięcie liści.
– Czy kaliskie lipy również czeka defoliacja?
– Kończy się okres wegetacji, nie mamy widocznych objawów silnego więdnięcia, zatem raczej nie jest to konieczne. Niemniej jednak warto obserwować i czasami zareagować. Zrywanie liści w kilkudziesięciu procentach pomoże drzewu lepiej ukorzenić się, zmniejszyć powierzchnię parowania. To metoda powszechnie stosowana zwłaszcza u gatunków trudno przyjmujących się jak np. nasz rodzimy dąb szypułkowy.
– Dziękuję za rozmowę.