Napoleonka Hanny Krzysztofiak na postoju ze sztuką
Obraz z premedytacją został namalowany jako ostatnia praca na wystawę pt. "Napoleonka albo Śmierć" w Polana Institute. W odróżnieniu od pozostałych prac ma radosny, triumfalny nastrój. - Napoleonka jest nie tylko zwieńczeniem wystawy, ale też mojej drogi - mówi sama artystka. - Nie wyłącznie malarskiej, ale też emocjonalno-psychologicznej.
Krzysztofiak cytuje motyw z płótna "Napoleon przekraczający Przełęcz Świętego Bernarda w 1800 roku" Jacquesa-Louisa Davida – swój ulubiony obraz triumfu w historii sztuki. Patos oryginału zostaje zastąpiony żartobliwym, momentami komiksowym wręcz detalem. W wersji Krzysztofiak klacz (nazywana przez artystkę Konicą), ma wielkie kobiece usta wyszczerzone w szerokim uśmiechu. Jeździec zniknął z jej grzbietu, za to pod kopytami można dojrzeć rozczłonkowane zwłoki. Dłoń Napoleona, która w oryginale wskazuje palcem na niebo, u Krzysztofiak leży pośród szczątków. Dla artystki to symboliczny gest odcięcia pouczającej, oskarżycielskiej dłoni patriarchatu. Wyryte w skale imiona wielkich wodzów zostają zastąpione nazwiskami kobiet, które inspirują Krzysztofiak – artystki Tracey Emin i kompozytorki Björk Guðmundsdóttir. Inskrypcję Bonaparte zastąpił żartobliwy podpis artystki – Haniaarte.
Obraz pochodzi z kolekcji Fundacji Sztuki Polskiej ING. Pracę artystki można oglądać w siedmiu wybranych witrynach przystanków autobusowych na terenie miasta, od 5 grudnia do 5 lutego. To kolejna odsłona cyklicznego projektu galerii, "Postój ze Sztuką".
Hanna Krzysztofiak - ur. 1985, absolwentka Wydziału Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 2020 roku podczas Warsaw Gallery Weekend otrzymała nagrodę Fundacji Sztuki Polskiej ING. Mieszka i pracuje w Warszawie. Głęboko introspekcyjne malarstwo artystki, pozornie złagodzone przez elementy kiczu i autoironii, celowo bawi się ideą procesu twórczego jako autoterapii. Kompleksy, niepopularne uczucia i wstyd są głównymi bohaterami obrazów. Konfrontacja jawi się jako jedyna szansa na wyzwolenie, a feminizm rodzi się poprzez oswojenie wizji samotności.